Misie i inne pluszaki,  Zabawki klientów

Problemy pluszowych przyjaciół

Co jest lepsze? Czysta maskotka na półce, czy ta niegrzesząca czystością pod pachą dziecka? Po czym poznać, że jest najlepszym przyjacielem malucha?

Jakiś czas temu pisałam o przewadze pluszowych powierników dziecięcych smutków nad lalkami. Sporo osób zgodziło się ze mną, że misie to jednak misie. Chyba każdy z nas pamięta swoją ulubioną przytulankę z dzieciństwa. Jaka była? Czy siedziała grzecznie na półeczce czy raczej jeździła w rowerowym koszyku, przeżywając z Wami dzikie przygody?

Misie, które trafiają do mojej pracowni są w różnym stanie. Można powiedzieć, że ich stan pokazuje mi ile miejsca zajmują lub zajmowały w życiu dziecka. Czy ma na to wpływ materiał, z którego są uszyte? Pewnie trochę tak. Popatrzcie na te stare kilkudziesięcioletnie misie. Wypchane rafią, trocinami, z ruchomymi stawami. Trzymają się całkiem dobrze, pomimo swojego wieku. Czy kiedyś dzieci mniej się nimi bawiły czy były bardziej delikatne w stosunku do nich? Dzisiejsze maskotki po przeżyciu zaledwie kilku, kilkunastu lat czasami ledwo zipią. Jak będą wyglądały za kilkadziesiąt lat, kiedy dorosłe obecnie dzieci, będą chciały przekazać je swoim dzieciom?

W ostatnim czasie z kolejki zniknęło sporo pluszaków. Część z nich czekała na swoją kolej w domu, razem z dziećmi. Rodzice tłumaczą mi jakim problemem jest rozstanie ich córki czy syna z ukochaną przytulanką a ja to doskonale rozumiem. Naprawy „czynnych zawodowo” – jak zwykłam mawiać – zabawek to nie tylko stres dla dziecka. To stres dla mnie, dlaczego? Dlatego, że dzieci przywiązane są do każdego szczegółu w wymiętolonym, zmechaconym, wyliniałym futerku. W poobijanych oczkach, wytartym nosku. Ich dbałość o szczegóły jest chyba większa niż u kolekcjonerów starych zabawek.

Naprawa maskotek w takich sytuacjach odbywa się w porozumieniu nie z rodzicami ale z dziećmi. To one decydują o zakresie prac, wymianie elementów na nowe, polerowaniu poobijanych oczu czy dorabianiu urwanych kończyn.

Poznaję historie nie tylko misiów i przytulanek ale również historie dzieci, które wiążą z nimi swój los. Historie niezwykłych przyjaźni, wspólnych wycieczek i szalonych zabaw. Opowiadają mi o nich ich rodzice ale też i dorośli już właściciele pluszowych pamiątek z dzieciństwa. Za każdym razem słuchanie ich sprawia mi ogromną radość. Czasami dzielę się tymi historiami przy okazji opisywania naprawy. Wiem, że i Wam podobają się te historie. Tylko spójrzcie ile radości może przynieść taki kawałek milutkiego futerka, wypchanego, suchą trawą, trocinami czy puszystą kulką silikonową.

1:0 dla pralki

Ten jegomość ma już 30 lat. W domu jest tym jedynym, darzonym ogromnym sentymentem misiem. Kiedy ostatnio trafił do pralki, przegrał walkę o ładny wygląd, chociaż trzeba przyznać był czysty 🙂

Naprawiłam, powstałe jeszcze wcześniej uszkodzenia, wypełniłam świeżą kulką silikonową i wyczesałam.

Teraz to jest 1:0 dla misia.

Nie chcę innego

Niektórzy rodzice, zapobiegawczo kupują kopię ukochanej zabawki dziecka. Sprytne. Co jeśli jednak dziecko nie chce zamiennika?

Tylko spójrzcie na tego szaraka. Jest żywym dowodem na wielką miłość dziecka. Kiedyś był biały jak ten królik obok. Po kilku latach wspólnych zabaw sflaczał i zmienił kolor.

Koloru nie udało mi się odzyskać ale naprawiłam kilka dziurek i podtuczyłam biedaka.

Przy okazji króliczek zyskał ubranko, które zrobiła moja mama.

Śpioch marzyciel

Przeuroczy osiołek. Nic dziwnego, że to tej jedyny. Kiedy wziąć go do ręki od razu widać, gdzie wygodnie trzyma się go w malutkiej rączce. A uszy? Wytarmoszone, pewnie przed snem albo kiedy smuteczki nie chciały zniknąć bez skubania milutkich rożków.

Wyprałam, naprawiłam uszkodzenia i na nowo wypełniłam. Nie mogłam pozwolić sobie tutaj na zmianę tkaniny, zatem „uszęta” kłapouchego delikatnie skróciłam.

No słodziak normalnie.

Maskotka kontra pies

Zdarza się, że miłością zajadłą pałają doń psy rasy wściekłej. Psy, które czując przewagę nad pozbawionym tchu futrzanym truchełkiem, bez opamiętania obgryzają pluszaki jakby w poszukiwaniu smakowitej kości.

I co? No co, rozpacz w domu. Płacz nad zniszczoną zabawką kłóci się ze złością nad psem mordercą. Lecz czy pies winny, że leżało to to na jego drodze?

Ten osiołek w bitwie z psimi zębiskami stracił oczy, kawałek ogona no i nabył sporo ran otwartych.

Na szczęście nie ma rzeczy niemożliwych. No, poza tym parasolem, co to go w pewnym miejscu nigdy się nie otworzy… 🙂 Osiołek dostał identyczne oczka, ogon delikatnie skróciłam, dziury pozszywałam a dla większej urody jeszcze mu futro wyczesałam.

Będzie niespodzianka po powrocie do domu, bo dziecko nie wierzyło, że da się osiołka jeszcze uratować. Hi, hi, niedowiarek jeden….

Dla mnie to wielka frajda, móc przywrócić te maskotki na łono pluszowego świata. By dalej mogły iść przez życie z dziećmi, dla których są najwierniejszymi przyjaciółmi.

No, trzeba kończyć to pisanie. Łóżeczko już na mnie czeka a w łóżeczku zamiast pluszowej zabawki, tylko śpiący małżonek. Szczęściara. Prać go nie muszę, z wiekiem nic się w nim nie psuje a psy go nie gryzą.

Jutro kolejne naprawy. O nich napiszę już niedługo.

Masz pytania dotyczące naprawy Twojej lalki lub pluszaka? Szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Naprawa lalek Jeśli masz dodatkowe pytania dzwoń lub napisz .

239/2021, 241/2021, 248/2021, 5/2022

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.