Lalki

Justynka

W przedświątecznym czasie znikam wśród zabawek. Naprawa goni naprawę. Poza zabawkami z kolejki, naprawiam w międzyczasie jakieś drobniejsze uszkodzenia. Po Mikołajkach odbieram telefony i e-maile z płaczem nad zepsutymi, dopiero co podarowanymi lalkami. Pomagam, bo trudno jest odmówić dzieciom. Jednak zastanawiam się, czy to lalki są tak kruche, czy dzieci tak mało delikatne. W pokoju staje coraz więcej pudeł i pudełek. Jedne czekają na odbiór inne przyjechały by zając miejsce na półce. Rzadko wrzucam teraz zdjęcia naprawionych zabawek. Trochę szkoda mi czasu, a czasami zwyczajnie nie mam już siły. Po świętach wszystko nadrobię.

Weekendy to przeważnie odpoczynek od napraw i zajęcie się domem a ostatnio przede wszystkim przygotowania do świąt. Odkąd mam się dzieci, stworzenie atmosfery magii świąt staje się dla mnie rzeczą nadrzędną. Klienci z zaskoczeniem oglądają świąteczne dekoracje, które rozgościły się u mnie już jakiś czas temu. Uwielbiam ten czas. Razem z moją małą kierowniczką ogarnęłyśmy już większość rzeczy i nawet prezenty jakoś w tym roku szybciej skreśliłam z listy.

Przy okazji świątecznych zakupów oddawałam się też oglądaniu starych lalek. Niby nie chcę już nic kupować ale lubię zawiesić oko na ładnych zabawkach. I tak, przeglądając ogłoszenia trafiłam na tą śliczną lalkę.

To Minerava o wzroście 48cm. Lalka ma głowę odlaną razem z korpusem. Wykonana z mega cienkiego celuloidu. Miała pękniętą dłoń w nadgarstku i brak małego paluszka. Ma piękne subtelne rzęsy. Rzeźbione loki od razu przywołują na myśl lalkę z dobrego domu. Wiecie, takiego gdzie dziewczynki wystrojone są na co dzień a ich głowy zdobią piękne, duże kokardy. Właśnie tak sobie wyobraziłam tą lalkę.

Będąc pod jej ogromnym wrażeniem napisałam do właścicielki, że jej lalka zachwyciła mnie swoją urodą. Nie zamierzałam jej kupować. Z jednej wiadomości wywiązała się konwersacja, skutkiem której stałam się właścicielką lalki.

Dziś odebrałam paczkę. Wyjęłam z niej lalkę i posadziłam na biurku. Robiąc sobie przerwy w porządkach, podchodziłam do niego i wlepiałam się w tą śliczną panienkę nie mogąc się nią nacieszyć. Wieczorem, gdy już schowałam upieczone z córką pierniki, gdy pocałowałam ją na dobranoc i otuliłam do snu, zajęłam się moją nową towarzyszką. Skleiłam pękniętą rączkę, wymieniłam gumki. Paluszkiem zajmę się kiedyś. Dzięki mojej mamie, miałam idealną sukienkę. Nie wiem jak ona to robi ale dzięki niej mam zawsze sukienki idealnie pasujące do lalek. I tak było tym razem. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze tylko kokardy we włosach.

Lalka mogła otrzymać tylko jedno imię – Justynka. W głowie kłębią mi się myśli, o tym kim była dziewczynka, która jako pierwsza się nią bawiła. Teraz już nie mam czasu ale obiecuję sobie, że poszukam informacji o tych lalkach. W jakich latach były produkowane. Może dzięki temu będę mogła puścić wodze wyobraźni i snuć historie o dziewczynce, która dostała Justynkę w prezencie.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.