Lalki,  Zabawki klientów

Frytka

Tak smacznie mi się skojarzyła ta lala, kiedy patrzyłam na jej smukłe długie nogi w kolorze frytek. W sumie to „Pani Lala”, bo panienka podchodzi pod 40-tkę. Moja klientka pamięta dzień, gdy jako kilkulatka otrzymała tą lalkę w prezencie. Frytka mieszkała w domu babci a pod ręcznie zrobionym przez nią beretem, kryła straszną tajemnicę. Wielka dziura na czole musiała być wynikiem jakiegoś upadku. Te lalki wykonane są z niezwykle kruchego celuloidu. Zabawa nimi musiała być z całą pewnością delikatniejsza niż innymi lalkami. Ciekawe jest też to czym były wypełnione. O nie, to nie milutkie mięciutkie laleczki. Te szmaciane lale wypełniono częściowo pyłem drzewnym i suszoną trawą lub też rafią. Pokażę i napiszę o tym w dalszej części.

Ciekawostka:

Teraz już wiem, że ta lalka to Paulinka ze Spółdzielni Pracy 1 Maja w Siedlcach.

Stan lalki przed naprawą

Lalka straszyła dziurą na czole. Celuloidowa główka była popękana dookoła. Włosy po latach zmechacone, przykurzone i pokryte mnóstwem farfocli. Lalka była kiedyś zszywana na nodze i w kroku. Wymagała wyczyszczenia bo pokrywały ją nieładne plamy. Na buźce miała ślady kleju.

Naprawa

Rozpoczęłam od zdemontowania główki. Było to dość trudne, ponieważ była zszyta z materiałem do którego przyklejono włosy. Fakt braku prawie połowy czoła, dodatkowo sprawiał, że główka groziła rozsypaniem się w rękach. Udało się. Potem pozostało mi już tylko wyjęcie z brzuszka rafii a z rąk i nóg pyłu drzewnego. Wszystko niezwykle mocno ubite. Po wyjęciu, odciśnięte w rafii korpus i główka pozostały nienaruszone. Rączki i nóżki po wysypaniu zajęły połowę średniej wielkości miski.

Udało mi się zachować w całości materiałowy korpus. Perukę musiałam odkleić od tkaniny. Tej ostatniej nie dałabym rady przyszyć ponownie do główki. Potem stary kawałek zastąpiłam nowym, czystym. Korpusik razem z sukienką wyprałam.

Głowa

Kiedy pranie schło, zajęłam się naprawą główki. Skleiłam popękane elementy. Ponieważ buźka jest niezwykle cienka a co za tym idzie „pracuje” wyginając się na boki, wzmocniłam okolice dziury warstwą tkaniny. To pozwoliło mi na zabezpieczenie brzegów przed powstaniem uszkodzeń podczas dalszych prac. Na tak przygotowane podłoże mogłam już przykleić włókno szklane. I je wzmocniłam od środka kawałkiem bawełny. Kiedy już wszystkie warstwy wyschły, mogłam zająć się pracą na zewnątrz. Specjalną glinką uzupełniłam ubytek. Robiłam to na raty. Pierwsza warstwa po wyschnięciu i wyszlifowaniu okazała się niewystarczająca. Widać było pęknięcia i łączenia z tworzywem. Druga warstwa wyszła już lepiej. Po szlifowaniu mogłam zająć się malowaniem. Muszę przyznać, że udało mi się prawie idealnie dobrać odpowiedni kolor co nie jest wcale takie proste. Pomalowałam Frytce czoło do linii brwi, przez co ślad po naprawie nie rzuca się za bardzo w oczy.

Korpus

Dumna z siebie zajęłam się naprawą korpusu. Sukienkę ogarnęłam kiedy schły poszczególne etapy główki. Ustaliłam z klientką, że delikatnie skrócę obie nogi i ślad po ręcznym szyciu zastąpię szwem maszynowym. Przy okazji skróciłam też delikatnie stopy, ponieważ na ich końcach powstały już dziurki.

Dziurę w kroku miałam zatuszować majtkami ale stwierdziłam, że pod sukienką nie będzie widać, że weszłam ze szwem trochę wyżej. Zniknęła więc nieładna łata z tego miejsca. Pozostało mi już tylko szycie ręczne. Musiałam przyszyć maskę do korpusu, no i doszyć tylną, materiałową część głowy. Myślicie, że to koniec? No skąd. To wszystko okazało się malutkim pikusiem. Wszak musiałam władować do lalki ten cały pył drzewny i rafię. Z tego etapu nie robiłam zdjęć, bo byłam w pyle 🙂 Dwa razy próbowałam go odpowiednio ubić w nóżkach a i tak jeszcze trochę zostało mi go w misce. Wolałam jednak nie ryzykować rozerwaniem starej już tkaniny. I tak miałam już podniesione ciśnienie przy ubijaniu pyłu w wąskich kanalikach. Kiedy przyszła pora na upychanie rafii stwierdziłam z duszą na ramieniu, że jak teraz pęknie mi ta głowa, to palnę sobie w łeb. Jak oni ją wcześniej tam upchnęli. Ręce mi się trzęsły, kiedy lala leżała na moich pulchnych kolanach, które miały ją amortyzować a ja naciągałam tkaninę korpusu i zszywałam biedaczkę.

Po takim stresie mogłam się już tylko zrelaksować czesząc moherowe włosy. Uznałam, że jeśli tylko mi się uda, zrobię wszystko by je zachować. Po myciu i czesaniu, udało mi się pozbyć nieestetycznych farfocli, kawałków nitek, i kwiatków. Włosy wyglądają całkiem dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że pod spodem zostały jeszcze kawałki kleju. Na szczęście nie widać go z wierzchu.

Lalka po naprawie

Lalka prezentuje się bardzo ładnie. Wraca do domu w tej samej sukience, z tymi samymi wstążkami we włosach. Przyznam, że bałam się tej naprawy. Czy uda mi się nie uszkodzić jej bardziej oraz czy ślad po naprawie nie będzie widoczny. Zaskoczyło mnie wypełnienie w środku. Spodziewałam się raczej pakułów niż pyłu drzewnego i rafii. Nie mniej było to dla mnie nowe doświadczenie. Cieszę się, że lalka wraca do swojej właścicielki w dużo lepszym stanie i nie wyląduje na śmietniku. Jest prawdziwym eksponatem, bo niezwykle rzadko można takie lalki spotkać. Po opisie jej naprawy chyba domyślacie się dlaczego. Wiele z nich pewnie trafiło z uszkodzonymi buźkami na śmietnik. Ta miała szczęście.

Masz pytania dotyczące naprawy Twojej lalki lub pluszaka? Szczegółowe informacje znajdziesz w zakładce Naprawa lalek Jeśli masz dodatkowe pytania dzwoń lub napisz .

214/2021

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.