Renowacje zabawek,  Zabawki klientów

Bobas z PRL-u

Kiedy miałam kilka lat weszłam do pokoju, w którym moja mama szyła coś na maszynie. Co szyjesz? – spytałam. Spadochron dla Waldka – odpowiedziała mi, a ja w tej swojej dziecięcej naiwności uwierzyłam i poszłam się bawić. Za kilka tygodni, pod choinką znalazłam lalkę. Plastikową, z niesamowicie błękitnymi oczami, ruchomymi kończynami i co było wówczas wielkim jak dla mnie”wow”, ruchomymi dłońmi. Lalka miała na sobie ubranka, które uszyła moja mama. Dopiero wtedy dotarło do mnie czym był ten spadochron dla brata. Pamiętam nawet w co była ubrana. To były ciężkie czasy, kiedy o materiały było trudno a wiele rzeczy było na kartki. Moja mama uszyła mi te ubranka z jakiś skrawków materiału. Pamiętam, że spodnie były w zieloną kratę, taką samą jak narzuta na kanapie 🙂 Dziś jako dorosła kobieta doceniam jeszcze bardziej tamten prezent – podarowany z miłości. Wzruszam się na samą myśl o tamtej Wigilii.

Dlaczego o tym piszę? Jakiś czas temu, skontaktowała się ze mną Pani, która poprosiła o naprawę lalki, której pies pogryzł rączki. Jest to lalka, którą teraz bawi się jej wnuczka. Po obejrzeniu zdjęć pomyślałam, że dorobię lali uszkodzone paluszki i tak wstępnie umówiłam się z klientką.

Po kilku dniach zawitała w moim domu dziewczynka, mniej więcej w takim wieku jak ja, kiedy dostałam tą lalkę na gwiazdkę. Przyjechała osobiście, aby przekazać mi swój skarb. Ściskała swoją przyjaciółkę i chyba już tęskniła na myśl o rozstaniu z nią.

Cała ta historia oraz poznanie tej małej dziewczynki sprawiły, że nie mogłam oddać jej lalki z dorabianymi paluszkami. Jak miałaby się nią bawić. Widok takich paluszków pewnie przywoływałby złe wspomnienia. Postanowiłam poszukać “dawcy”. Jak jednak znaleźć coś, czego nikt nie nazwał? To zwykła plastikowa lalka. Pewnie kolekcjonerzy znają historię jej produkcji. Zaczęłam szukać starych lalek z czasu PRL-u. Zadziwiające jak jest ich niewiele i jaką osiągają teraz cenę. Znalazłam może z 5 egzemplarzy. Zakupiłam jedną z nich i po prostu wymieniłam dłonie na nowe. Lalę wyszorowałam i usunęłam jeszcze jakieś resztki lakieru do paznokci. Moja mała klientka będzie mieć lalę jak nową a ja kiedyś, w wolnej chwili dorobię tej mojej, nowe paluszki. Nie będzie to już pewnie lalka przeznaczona dla dzieci ale to już nieważne.

Lalka przyjechała do mnie w za dużych ubrankach, zatem wyszperałam jeszcze z moich ubranek te najmniejsze. Mam nadzieję, że obie panienki będą nadal świetnie się razem bawić.

To była naprawdę wyjątkowa naprawa. Z sentymentem powróciłam do czasów mojego dzieciństwa. Było mi bardzo miło.

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *